B znaczy A


jubileuszPPSKAK_foto_Piotr_St_Walendowski236„Sięgam pamięcią do roku 1986. Właśnie nie dostałem się na anglistykę. Plan B miałem już obmyślony – idę do PSKO. Egzaminy wstępne były nie lada przeżyciem, bo w dużej mierze sprawdzały to, co we mnie nie było do tej pory sprawdzane, np. umiejętności wokalne i umuzykalnienie. System „filtrowania” kandydata polegał na przechodzeniu od pokoju do pokoju, od stolika do stolika i szybkim „przestawianiu się” ze sprawdzianu polonistycznego na recytację wiersza, z rozmowy kwalifikacyjnej na wyklaskiwanie rytmów itd. Ponadto chętnych było więcej niż miejsc. Wśród nich spora grupa tych, którzy nie dostali się do szkoły teatralnej (np. Rafał Królikowski) oraz tacy, którzy emanowali porażającą pewnością siebie (np. przemawiający pięknym głosem Jerzy Jabraszko, przyszły prezenter Radia Zet).
Cóż, czułem w sobie wielką miłość do teatru, miałem za sobą sporo występów  recytatorskich, tanecznych, wokalnych czy generalnie estradowych, ale przecież czymś całkowicie odmiennym – tak mi się wówczas wydawało – jest udział w konkursie dla amatorów od poddania swych umiejętności ocenie profesjonalistów. […]
Uciekać! Uciekać! Co ja robię, co ja mówię? Przecież na ustnym egzaminie z języka polskiego powiedziałem, że w „Komu bije dzwon” Hemingwaya najbardziej podobał mi się wątek miłosny (jak to o mnie świadczyło?). Podczas recytacji w ogóle nie słyszałem samego siebie, a na egzaminie wokalnym zaśpiewałem „Whisky, moja żono”. I to dla czyich uszu. Marka Łakomego, w którego chórze śpiewałem pieśni staropolskie. Pani Elżbiety Plewickiej, która (jak się później okazało) z pełnym uwielbieniem wypowiadała się jedynie o muzyce klasycznej.
Jednak się udało. Zostałem studentem PSKO.

Nie od razu poczuliśmy, że jesteśmy studentami.[…] Jednak gdy zamykały
się drzwi sali, przenosiliśmy się w zupełnie inny świat. Niemal każdy przedmiot i sposoby wykładania były dla nas nowością. Potyczki z wierszem pod okiem młodziutkiej i pięknej Beaty Kolak, pierwsze aktorskie etiudy pod kierunkiem Krzyśka Gołygowskiego, reżyserskie próby pod opieką Mirki Choińskiej, walka z aparatem mowy za namową Bogny Czwordon, podróż w świat scenografii wraz z Zofią Urbanowicz, intelektualne wojaże w historię i teorię teatru wraz z Piotrem Bogusławem Jędrzejczakiem, itd., itd. Nie wymieniam wszystkich wykładowców, ale wszystkich pamiętam. Czerpana od nich wiedza wzbogacała i znakomicie zaowocowała – doceniłem to szybko – podczas podjętych przeze
mnie później studiów polonistycznych. Dzięki zajęciom z Barbarą Fibingier egzamin z historii filmu był formalnością. Dwuletnia praca nad wierszami z kaliskimi aktorami czyniła interpretację poezji zabawą. Nauka o kulturze realizowana z Olechem Podlewskim dała mi ogromną swobodę podczas dwuletniego kursu kultury europejskiej na uniwersytecie, a wszystkie zajęcia teatralne pozwoliły na zindywidualizowanie toku studiów – koncentrację na historii i teorii dramatu. […]

Wszystko robiliśmy w biegu, w tańcu, w śpiewie. Mam świadomość, że wiele naszych zachowań miało nieco artystowski charakter, ale mimo wszystko każde z nich podszyte było emocją i szczerą miłością do sztuki. Wciąż pamiętam podniecenie związane z epizodycznymi rolami w spektaklu „10 dni, które wstrząsnęły światem” czy pokazami przedstawień dyplomowych w Kaliszu, Ostrowie, Opolu oraz z gigantyczną akcją parateatralną „Odszczurzanie” na Głównym Rynku w Kaliszu […]

Jestem […] głęboko przekonany, że moją zawodową osobowość ukształtowało przede wszystkim PSKO. Pasja, z którą rzuciłem się do pracy w radiu i telewizji pochodzi właśnie z tego miejsca. Szkoła wybrana „zamiast” stała się najważniejsza. Świadomość głosu i ciała okazała się jedną z najcenniejszych zawodowych umiejętności. Wiedza o tym, jak tworzy się rolę, jak pracuje z aktorami, opracowuje reżyserską strategię, myśli znakami plastycznymi, wyznacza rytmy każdego widowiska pozwoliła mi – przepraszam za brak skromności, ale tak mi się wydaje – na kompetentne poruszanie się w świecie kaliskiej kultury. Spędzone w PSKO dwa lata wpłynęły niebagatelnie na moją wrażliwość oraz nauczyły szacunku dla wszystkich twórców, zarówno profesjonalnych, jak i amatorskich.Jako dziennikarz z wielką radością odnotowywałem każdy sukces Studium. Cieszyłem się, że szkoła wreszcie ma swoją siedzibę, że powstał kierunek taneczny, że dyplomowe przedstawienia są coraz lepsze, że absolwenci odnoszą sukcesy zawodowe… Wciąż notuję: Rafał został popularnym aktorem, Darek robi z młodzieżą świetne spektakle w Ostrowie, Renata kieruje ośrodkiem kultury w Płocku, Maciek w Skwierzynie, Tapir w Jeleniej Górze (Bożena go wspiera), Zenka w Koninie, Ulka kieruje teatralnym impresariatem w Łodzi, Jurek zarządza radiowym działem, Janusz pracuje w Domu Dziecka… Najzabawniejsze jest to,
że wielu z nich trafiło do tej szkoły przypadkowo. Ktoś chciał być zootechnikiem, ktoś lekarzem, a jeszcze ktoś inny – anglistą. PSKO ich zmieniło. Na zawsze.”

Robert Kuciński

Możliwość komentowania jest wyłączona.